8 lutego 2010
Powstała w XVI wieku na Soborze Trydenckim
7 lutego 2010
To negacja nauczania Soboru Watykańskiego II
„[Tę postawę można określić] mówiąc jednym zdaniem: Powinno się raczej podążać za "duchem Soboru", zamiast trzymać się jego nauczania w formie pisemnej. W ten sposób, co jest oczywiste, pozostawiono szeroki margines, co do późniejszych definicji tego "ducha" i wskutek tego utworzono swobodną przestrzeń dla wszelkich wynikających z tego zachcianek i kaprysów. Pojmowanie w ten sposób Soboru jest zasadniczym nieporozumieniem. W ten sposób traktuje się Sobór, jako rodzaj konstytuanty (zgromadzenia ustawodawczego), która uchyla dawne konstytucje i tworzy nowe. Zgromadzenie ustawodawcze jednakże wymaga istnienia suwerena, który udziela deputowanym mandatu uprawniającego do władania ustawodawczego, a następnie zatwierdza dokonane przez nich wybory. W przypadku konstytucji (świeckiej) jest to lud, któremu konstytucja ma służyć. Ojcowie Soborowi nie posiadali takiego mandatu i nikt im nigdy takowego nie udzielił. Mało tego - nikt im nigdy nie mógł takowego udzielić, gdyż zasadnicza "konstytucja Kościoła" pochodzi od Pana Boga i została przekazana nam, abyśmy mogli osiągnąć życie wieczne i - patrząc z tej perspektywy - aby oświecać nasze życie doczesne i samą teraźniejszość.” (tłumaczenie: Piotr Ochwał).
Spójrzmy, zatem na literę Soboru, czyli co sam Sobór uchwalił. Dwa największe zarzuty wobec Mszy trydenckiej stawiane w kontekście Soboru to:
1) zwrócenie kapłana „tyłem do wiernych”.
2) nieużywanie języków narodowych (Msza jest po łacinie)
Co się zaś tyczy drugiego zarzutu, to rzeczywiście Sobór w Konstytucji o Liturgii Sacrosanctum Concilium (Przenajświętsze zgromadzenie) dopuszcza ich wyjątkowe użycie:
SC 36, § 1: „W obrzędach łacińskich zachowuje się używanie języka łacińskiego, poza wyjątkami określonymi przez prawo szczegółowe”.§ 2: „Ponieważ jednak i we Mszy Świętej, i przy sprawowaniu sakramentów, i w innych częściach liturgii użycie języka ojczystego nierzadko może być bardzo pożyteczne dla wiernych, można mu przyznać więcej miejsca, zwłaszcza w czytaniach i pouczeniach, w niektórych modlitwach i śpiewach…”
SC 54: „…można pozwolić we Mszach odprawianych z udziałem wiernych na stosowanie języka ojczystego w odpowiednim zakresie, zwłaszcza w czytaniach i „modlitwie powszechnej“, oraz jeżeli warunki miejscowe tego wymagają, w tych także częściach, które należą do wiernych”. Należy jednak dbać o to, aby wierni umieli wspólnie odmawiać lub śpiewać stałe teksty mszalne, dla nich przeznaczone, także w języku łacińskim”.
Jak widzimy, używanie łaciny jak i zwrócenie kapłana ad orientem (na wschód) nie jest żadnym aktem negacji nauczania Soboru. Czy sam Sobór mógłby mieć coś przeciwko rytowi, który rozpoczynał i zamykał każdą jego sesję? Wręcz przeciwnie. Wróćmy do cytowanej wyżej Sacrosanctum Concilium „Na koniec trzymając się wiernie tradycji, Sobór święty oświadcza, że święta Matka Kościół uważa za równe w prawach i godności, wszystkie prawnie uznane obrządki i że chce je na przyszłość zachować i zapewnić im wszelki rozwój, pragnie też, aby tam, gdzie zachodzi potrzeba, zostały one roztropnie i gruntownie rozpatrzone w duchu zdrowej tradycji, oraz aby im nadano nową żywotność, stosownie do współczesnych warunków i potrzeb..”
6 lutego 2010
Została dopuszczona, bo papież chce pojednania z lefebrystami
Co mówią na ten temat najbliżsi współpracownicy papieża? Kardynał Castrillon Hoys – przewodniczący papieskiej komisji Ecclesia Dei na konferencji prasowej w Londynie w 2008 roku powiedział jasno, że celem Benedykta XVI nie jest "tradycyjna Msza w wielu parafiach," ale "tradycyjna Msza łacińska w każdej parafii." Kardynał Antonio Cañizares Llovera, Prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w wywiadzie z 9 stycznia 2010 roku mówił: "...motu proprio samo w sobie ma wielką wartość dla Kościoła i liturgii. I choć patrząc na reakcje na dokument (niektórzy ubolewają i nie przestają nadal ubolewać), należy słusznie i koniecznie stwierdzić, że motu proprio nie jest ani krokiem wstecz ani powrotem do przeszłości. Jest uznaniem i przyjęciem, w prostocie, w całej rozciągłości i historii, wielkich skarbów tradycji, które w liturgii znajdują swój najprawdziwszy i najgłębszy wyraz. Kościół nie może sobie pozwolić na lekceważenie czy porzucenie skarbów bogatej spuścizny tradycji obrządku łacińskiego."
Zamiłowanie kardynała Ratzingera do starszej formy rytu rzymskiego znane było już w latach dziewięćdziesiątych gdy odprawiał msze pontyfikalne a także udzielał święceń kapłańskich w starym rycie. Nie można zatem w żadnym wypadku powiedzieć, że motywacją papieża było jedynie pojednanie z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X. Papież widzi starą liturgię jako jedno z narzędzi walki z nadużyciami liturgicznymi a także jako wstęp do tzw. „reformy reformy”. Nie ma wątpliwości, że Ojciec Święty jest świadomy atrakcyjności i żywotności starego rytu. W przeciwnym razie nie pisałby do biskupów w liście załączonym do Summorum Pontificum następujących słów: „W międzyczasie jednak okazało się z całą oczywistością, że młodsze pokolenie też może odkryć tę formę liturgiczną, poczuć jej piękno i odnaleźć w niej ten sposób spotkania z Tajemnicą Najświętszej Eucharystii, który byłby najlepiej do niego dopasowany.”
5 lutego 2010
Nic nie można zrozumieć, trzeba znać łacinę
2. Wertując mszalik z tekstami starej Mszy dostrzegamy mnóstwo niezrozumiałego tekstu i od razu nabieramy wrażenia, że nigdy nie uda nam się zrozumieć tego potoku łaciny. Okazuje się jednak, że większość tych tekstów nigdy nie usłyszymy na Mszy trydenckiej, gdyż są wypowiadane po cichu przez kapłana. Cała modlitwa eucharystyczna, duża część obrzędów Komunii św. a także w Mszach śpiewanych obrzędy wstępne (u stóp ołtarza) są zupełnie niesłyszalne przez wiernych. Łaciny, którą słyszy wierny jest mniej niż mogłoby się to wydawać z pobieżnego przejrzenia mszalika. Sprowadza się ona głównie do tzw. części stałych Mszy świętej. Osoba, która regularnie chodzi na Nową Mszę nie ma kłopotu z ich zrozumieniem. Wszak modlitwy i śpiewy z Nowej Mszy takie jak: Panie zmiłuj się nad nami, Chwała na wysokości Bogu, Wierzę w jednego Boga, Święty, święty, święty…, Ojcze nasz, Baranku Boży to dosłowne tłumaczenia tekstów łacińskich używanych na Mszy trydenckiej. Znając te polskie teksty rozumiemy przecież te same modlitwy uczestnicząc we Mszy w języku łacińskim.
3. Nie zawsze zupełnie cała Msza trydencka jest po łacinie. Kazanie jest głoszone w języku wiernych, a przed kazaniem kapłan zazwyczaj jeszcze raz odczytuje Lekcję i Ewangelię w języku narodowym. Papieski dokument Summorum Pontificum pozwala także na użycie języka narodowego do czytań mszalnych, z czego korzysta wielu księży w Polsce. Kazanie ma na celu objaśnienie wiernym przekazu czytań biblijnych, zatem nawet, jeśli czytania te są po łacinie to kapłan – kaznodzieja objaśnia wiernym ich znaczenie. Także pieśni śpiewane podczas Mszy trydenckiej są bardzo często śpiewane po polsku. Są to te same tradycyjne polskie pieśni, które są wykonywane na Nowej Mszy.
4. Oczywiście jest rzeczą chwalebną poznać dokładniej treść i znaczenie poszczególnych modlitw kapłana. Obecnie na rynku jest dostępnych mnóstwo różnego rodzaju mszalików, które zawierają tłumaczenia na polski łacińskich tekstów Mszy trydenckiej. Z doświadczenia wiem, że wierni, którzy używają mszalików, po kilku Mszach sami z nich rezygnują, gdyż za bardzo odciągają one uwagę od modlitwy. Zrozumienie każdego słowa Mszy świętej nie jest dla nich tak istotne jak skupienie modlitewne. Stali bywalcy Mszy trydenckich używają mszalików niezmiernie rzadko, zazwyczaj przed Mszą lub śledząc tzw. propria tj. zmienne części Mszy świętej.
5. Możemy wreszcie przejść do pozytywnych powodów używania łaciny w liturgii. Łacina wraz z greką i hebrajskim to święte języki chrześcijaństwa, w których wypisana była wina na krzyżu naszego Pana Jezusa Chrystusa. Dzięki temu, że język ten jest już martwy i nie rozwija się, pozwala na zachowanie niezmiernie dużej precyzji słów, która jest niezwykle istotna w przekazywaniu prawd wiary. Odmawiając te same łacińskie modlitwy, które Kościół odmawiał przez kilkanaście wieków, czujemy jedność z całą historią Kościoła. Również dzięki łacinie podczas Mszy lepiej budujemy atmosferę sacrum i skupienia modlitewnego. Zgodnie z Konstytucją o Liturgii Świętej Sacrosanctum Cocncilium Soboru Watykańskiego II, łacina wciąż pozostaje oficjalnym językiem Kościoła, a jej niestosowanie w liturgii jest de facto nieposłuszeństwem wobec decyzji ojców Soboru. Dzisiaj łacina jako uniwersalny język Kościoła nabiera coraz większego znaczenia. Biorąc pod uwagę powszechność nauki języków obcych a także dostępność w internecie tekstów łacińskich, opanowanie łaciny stosowanej na Mszy nie jest żadnym problemem. Coraz łatwiejsze podróżowanie po świecie sprawia, że częściej uczestniczymy we Mszy świętej za granicą. Życzyłbym wszystkim, aby każdy będąc na Mszy świętej za granicą, czuł taką cząstkę domu i stabilność, jaką czuli polscy żołnierze walczący na frontach II wojny światowej, uczestniczący za granicą właśnie we Mszy łacińskiej.
4 lutego 2010
Kapłan stoi tyłem do ludzi
Zwrot kapłana na wschód (ad orientem, versus Deum) nie jest wcale cechą charakterystyczną dla nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego. Wszystkie tradycyjne chrześcijańskie obrządki wschodnie i zachodnie do dzisiaj zachowały postawę kapłana ad orientem. Najciekawsze jest jednak, że nawet tzw. Nowa Msza nie musi być sprawowana w kierunku ludu (versus populum). W Katedrze Wawelskiej czy na Jasnej Górze kapłani odprawiają nowe Msze ad orientem. Kongregacje watykańskie wielokrotnie wyjaśniały, że odprawianie nowej Mszy versus populum jest jedynie opcją a nie obowiązkiem.
Zwolennicy sprawowania Mszy świętej w kierunku ludu często argumentują, że jest to powrót liturgii pierwszych wieków chrześcijaństwa. Nie ma jednak ku temu żadnych przekonujących dowodów archeologicznych. Nawet niestandardowe usytuowanie ołtarza w bazylice św. Piotra zostało już wyjaśnione ograniczeniami geograficznymi terenu. Udowodniono przy tym, że podczas Kanonu lud w bazylice św. Piotra zwracał się razem z kapłanem ku wschodowi czyli de facto stał tyłem do kapłana.
Należy także pamiętać, że nawet jeśli kapłan odprawia Mszę versus populum to i tak swoich słów nie adresuje do ludu. Duchowe nastawienie kapłana-ofiarnika, jako przedstawiciela całego Kościoła, winno zawsze być versus Deum per Iesum Christum (ku Bogu przez Jezusa Chrystusa). Ofiarę eucharystyczną składa się Bogu w Trójcy Jedynemu, najważniejszy jest Nasz Pan Jezus Chrystus, Najwyższy Kapłan, działający poprzez posługę kapłana, który na sposób widzialny jej przewodniczy będąc Jego narzędziem.
3 lutego 2010
Nie można aktywnie uczestniczyć
Ponadto, widząc zaangażowanie wiernych, aby celebracje Mszy św. w klasycznym rycie mogły się w ogóle odbyć, mogę śmiało powiedzieć, że zaangażowanie to często przewyższa o głowę niejedną parafię. Nie wspomnę już o służbie liturgicznej, która wymaga znacznie więcej zaangażowania i jest prawdziwą sztuką - ars seviendi.
Na koniec trzeba pamiętać, że liturgia paradoksalnie nie jest skierowana do ludzi, ale do Boga. To jemu oddajemy chwałę składając doskonałą i czystą ofiarę. My tylko w tym akcie kultu uczestniczymy. Nie musimy wszystkiego rozumieć, bo i tak rozumienie tych spraw przekracza naturalne zdolności ludzkiego rozumu.
2 lutego 2010
To Msza dla elit, inteligencji i liturgistów
Msza trydencka nie jest także Mszą szczególnie ulubioną przez księży liturgistów. Stary ryt jest bardzo dokładnie skodyfikowany toteż nie ma w nim miejsca na żadną szczególną kreatywność liturgiczną. To raczej nowy ryt Mszy jest obszarem gdzie liturgiści mogą się wykazać poprzez wręcz zaprojektowanie celebracji wykorzystując różne dostępne opcje.
Kościół katolicki jest dla wszystkich, wspólnoty tradycji katolickiej również. Jesteś studentem? Doskonale, przyjdź jest nas tu więcej; Młode małżeństwa? proszę bardzo; średni wiek, jak najbardziej; jesień życia, czemu nie. Dzieci? patrz „młode małżeństwa” etc... Msza trydencka jest otwarta dla wszystkich, którzy pragną pogłębić swoje życie duchowe.
1 lutego 2010
Ucieczka w rytualizm, tajemniczość, magię
We współczesnym świecie wartościami samymi w sobie stają się spontaniczność i kreatywność. W epoce informatyzacji konieczne jest zrobienie czegoś inaczej, zaoferowanie konkurencyjnego show, aby przyciągnąć czyjąś uwagę. Dlaczego zatem wierni uczestniczący we Mszy trydenckiej tak bardzo przywiązani są do pewnego konkretnego starożytnego rytuału, który chcą utrzymywać i przekazać kolejnym pokoleniom?
Perfekcyjnie na to pytanie odpowiada kardynał Ratzinger w książce Duch liturgii: „Istotną kwestią jest to, że formy wielkich obrządków obejmują wiele kultur, niosąc w sobie nie tylko element diachroniczny, lecz tworząc także wspólnotę różnych kultur i języków. Są one zabezpieczone przed interwencją jednostki, pojedynczej wspólnoty lub Kościoła; zasadą jest brak dowolności. W obrządkach wyraża się to, co mnie dotyczy, a czego ja sam nie czynie; oznacza to, że wkraczam w coś większego ode mnie, co ostatecznie pochodzi z objawienia”. Nie doświadczymy tego czegoś większego od nas samych, tego czegoś co pochodzi od objawienia na Mszach opartych o kreatywność i spontaniczność celebransa, który ignoruje ordo obrządku. W innym miejscu przytaczanej książki kardynał Ratzinger pisze „..."kreatywność" nie może być autentyczną kategorią liturgiczną (Nawiasem mówiąc, termin ten powstał na gruncie światopoglądu marksistowskiego). Zasada "kreatywności" zakłada, że w świecie, który sam w sobie jest bezsensowny i powstał w wyniku ślepej ewolucji, człowiek w sposób twórczy buduje dla siebie nowy, lepszy świat”.
W krajach, w których to właśnie kreatywność i spontaniczność były podstawą liturgii nadal pustoszeją kościoły. Taka kreatywna Msza nie okazała się dobrą konkurencją dla przemysłu rozrywkowego a jednocześnie wierni chyba intuicyjnie odczuli, że nie jest to już liturgia, która ostatecznie pochodzi od objawienia. Lex oranddi, lex credendi – to jak się modlimy ma bardzo istotny wpływ na naszą wiarę.
Na koniec, czy ktoś zarzuca liturgii w cerkwi "magię i rytualizm"? W porównaniu ze współczesnymi liturgiami wschodnimi Msza trydencka to przecież "surowy Rzym".
Rozbija jedność Kościoła Katolickiego
Spójrzmy najpierw na tę sprawę z punktu widzenia eschatologicznego. Kościół to także święci oraz dusze w czyśćcu cierpiące. Większość świętych Kościoła Katolickiego uczestniczyła w Mszy, która obecnie określana jest jako forma nadzwyczajna rytu rzymskiego. Uczestnicząc w tej Mszy uczestniczymy w Najświętszej Ofierze odprawianej w rycie naszych dziadków i przodków. Jednoczymy się z Kościołem poprzednich wieków.
Są też tacy, którzy mówią, że Kościół nie może mieć kilku rytów. W Kościele zawsze jednak istniało wiele rytów zarówno wschodnich jak i zachodnich. Nidy nie słyszano o przypadkach, aby problemem było to, że dominikanie odprawiają Msze w swoim własnym rycie. Kolejne unie włączały do Kościoła całe diecezje posługujące się obrządkami wschodnimi i zawsze było to odczytywane jako dowód na jedność Kościoła. Dlaczego zatem obecność rytu trydenckiego miałaby być odczytana jako element rozbijający Kościół?
Przejdźmy jednak do samego Kościoła łacińskiego. Czy obecnie istnieje jedność obrządku? Nowy ryt posiada tyle opcji w rubrykach, że Polacy wyjeżdżający za granicę często nie mogą uwierzyć, że Msza w której uczestniczą jest odprawiana według tego samego rytu co Msza znana z ich polskiej parafii. To właśnie starsza forma rytu rzymskiego jednoczy Kościół. Precyzyjne rubryki oraz łacina sprawiają, że Msza jest sprawowana dokładnie w taki sam sposób we wszystkich krajach świata. Zagraniczni księża mogą bez problemu samodzielnie odprawiać Msze trydenckie w Polsce, a jeśli Msza nie ma kazania to wierni nawet nie dostrzegną, że ksiądz nie jest Polakiem.
Przed wydaniem Summorum Pontificum były także obawy, że wprowadzenie starej Mszy spowoduje jakieś podziały wśród wiernych w samej parafii. Sam papież Benedykt XVI prosi biskupów o podsumowanie takich przypadków trzy lata po wejściu w życie tego motu proprio. Nie wiem co biskupi odpiszą papieżowi, ale do dzisiaj nie słyszałem o ani jednym przypadku, aby wprowadzenie Mszy trydenckiej w parafii powodowało jakiekolwiek napięcia wśród wiernych. Przeciwnie – napięcie wśród wiernych raczej malało – dzięki starej Mszy wielu parafian może bardziej jednoczyć się ze swoją parafią.