3 lutego 2010

Nie można aktywnie uczestniczyć

Kościół podczas II Soboru Watykańskiego wezwał do tzw. czynnego uczestnictwa wiernych w liturgii (participatio actuosa). Mało kto zdaje sobie sprawę, że owo "aktywne uczestnictwo" nie znaczy mechanicznego wstawania, siadania, klękania, odpowiadania, wertowania mszalika, „rozumienia wszystkiego” co ksiądz czyta z mszału (jak wielu błednie sądzi), ale przede wszystkim oznacza głębokie zaangażowanie własnej duszy w liturgiczne misterium.

Kardynał Joseph Ratzinger poświęcił w swojej książce Duch liturgii cały podrozdział temu zagadnieniu. Konkluzją jest, że „Właściwa "akcja" liturgiczna, w której wszyscy powinniśmy brać udział, jest więc działaniem samego Boga”. Czy zatem można powiedzieć, że Msza w formie nadzwyczajnej nie pozwala na aktywne uczestnictwo? Wręcz przeciwnie. Dzięki orientacji kapłana, ciszy Kanonu oraz bogactwu gestów i znaków większość osób uczestnicząca w starej Mszy odkrywa, że to właśnie forma nadzwyczajna lepiej umożliwia pełniejsze duchowe zaangażowanie się w liturgiczne misterium.

Ponadto, widząc zaangażowanie wiernych, aby celebracje Mszy św. w klasycznym rycie mogły się w ogóle odbyć, mogę śmiało powiedzieć, że zaangażowanie to często przewyższa o głowę niejedną parafię. Nie wspomnę już o służbie liturgicznej, która wymaga znacznie więcej zaangażowania i jest prawdziwą sztuką - ars seviendi.

Na koniec trzeba pamiętać, że liturgia paradoksalnie nie jest skierowana do ludzi, ale do Boga. To jemu oddajemy chwałę składając doskonałą i czystą ofiarę. My tylko w tym akcie kultu uczestniczymy. Nie musimy wszystkiego rozumieć, bo i tak rozumienie tych spraw przekracza naturalne zdolności ludzkiego rozumu.
/*Google Annalytics */